Wyrównane pH skóry – chwilowy trend czy złoty środek pielęgnacji ?

fot. Magdalena Toczek
fot. Magdalena Toczek

Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy podziwiamy dosyć szybko rozwijający się trend w pielęgnacji jakim jest utrzymanie odpowiedniego pH skóry. Ale właśnie, czy to jest przełomowe odkrycie czy może dawno zapomniana podstawa pielęgnacji skóry, która gdzieś w gąszczu nowinek i innych „jedynych słusznych metod dbania o cerę” straciła swój blask ?

Wychwalana i polecana dosłownie wszędzie ostatnio azjatycka metoda pielęgnacji skóry głosi, że przede wszystkim musimy dbać o odpowiednie pH skóry, wówczas pozbędziemy się wszelkich niedoskonałości, problemów skórnych, które nas tylko wpędzają w kompleksy. I o ile mam wiele zastrzeżeń do pozostałych punktów azjatyckiej metody, tak w tym przypadku zgadzam się w stu procentach.  Wyrównane pH skóry ratuje naszą cerę przed wieloma problemami! Jednak, aby dobrze zrozumieć na czym to polega i „ z czym to się je” wyjaśnię poniżej.

Zacznijmy od podstaw, czyli szybkiej lekcji chemii. pH to nic innego jak ujemny logarytm dziesiętny aktywności jonów hydroniowych wyrażonych w molach na decymetr sześcienny. Wszystko już jasne, prawda ? J Nie, spokojnie nie musimy znać tej definicji ,aby rozumieć jakie procesy zachodzą w naszej skórze. Zostaliśmy ( my jako ludzie) stworzeni w ten sposób, aby wszystko co najważniejsze (serce i mózg) było bezpieczne w środku. Aby to wszystko miało ręce i nogi dodatkowo dostaliśmy ochronę w postaci skóry. Co ciekawe, skóra to nie tylko kawałek „materiału” osłaniający nasz organizm, ale cały narząd, w zasadzie największy w naszym ciele. Dlatego jako narząd działa w swój własny, unikalny sposób, tak aby zapewnić jak największe bezpieczeństwo naszemu organizmowi. Oprócz tego, że jest elastyczna, może odczuwać ból, który powoduje reakcje obronne, tworzy barierę dla wszystkich drobnoustrojów znajdujących się w naszym środowisku.

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Aby się bronić przed bakteriami, wirusami, pasożytami i grzybami skóra wykształciła mechanizm obronny jakim jest kwaśne pH. Jest to bardzo mądre, bo pomyślmy, czy w kwaśnym środowisku cokolwiek wyrośnie? Ciekawym przykładem, pokazującym może nie stuprocentową analogię, ale nadal ładnie obrazującą zjawisko są lasy iglaste. Ziemia pod takim lasem jest kwaśna, więc nie rośnie w nim nic oprócz drzew ze stosunkowo płytkim system korzennym i drobny mech. Tak samo jest ze skórą człowieka. Jeżeli zapewnimy skórze kwaśne pH, nie urośnie nam na niej nic czego byśmy sobie nie życzyli.

Skala Ph  przyjmuje wartości od 1 do 14. 1 oznacza super mocny kwas, zaś 14 bardzo silną zasadę. W obu przypadkach przypadkowe wpadnięcie do wanny z takim roztworem skończyłoby się tym, że byśmy po prostu wyparowali, ze wszystkim w co bylibyśmy ubrani. Trochę postraszyłam, ale tak naprawdę to musiałyby być bardzo mocno stężone substancje, aby tak się stało. I tutaj wtrącę małą dygresję- jeżeli chodzimy na zabiegi złuszczania naskórka do gabinetu kosmetycznego i coś nam te zabiegi nie przynoszą rezultatów warto zapytać się o pH produktu jak i o stężenie ( czyli na ile jest substancja rozwodniona) bo np. kwas, który jest nam nakładany może rzeczywiście mieć np. 2,5 pH i być określany jako niesamowicie profesjonalny, ale jeżeli na opakowaniu jest napisane, że jest stężony w np. 10 % to gwarantuje, że te pH 2,5 ma tylko za zadanie wzbudzać w nas przekonanie, że poddajemy się bardzo skomplikowanemu i ekskluzywnemu zabiegowi. Również cena jaką później zapłacimy będzie ekskluzywna 😉

Jednak wracając do sensu tematu,  skóra człowieka ma pH wahające się ( w zależności od koloru skóry i życia w danej strefie klimatycznej) od 3,5 do 5,5. Zazwyczaj niższe pH mają osoby o ciemnym kolorze i im dalej w kierunku biegunów tym pH jest wyższe ( ale nadal kwaśne! ). Woda ma pH 7, czyli jest obojętna. Produkty pieniące się, przeznaczone do oczyszczania twarzy mają pH zasadowe. Nie wiem, czy już widzicie dokąd zmierzam. Im bardziej będziemy traktować mydłami, czy pieniącymi się żelami tym bardziej nasza skóra będzie traciła swoją kwasowatość.

Konsekwencją zawyżonego pH jest np. : rozwój na skórze bakterii odpowiedzialnych za trądzik (Propionibacterium acnes), nadwrażliwość, przesuszenie i w konsekwencji podrżnienie skóry.

Dlatego jeżeli chcemy, aby nasz największy narząd pracował tak jak powinien, powinniśmy wybierać produkty, które będą naszej skórze przywracały odpowiednie, kwaśne pH skóry. Co jest bardzo ważne, po zastosowaniu „kwaśnego” produktu na skórę uważajmy na słońce. Zbyt szybkie wystawienie buzi do słoneczka chwilę po zaaplikowaniu kosmetyku o niskim pH może spowodować, że nabawimy się przebarwień! Oczywiście nie stanie się to od razu, ale po długotrwałym i konsekwentnym eksponowaniu wypielęgnowanej cery na promienie UV.

Na zakończenie, nawiązując do pielęgnacji azjatyckiej, odmieniających życie płynów micelarnych, czy wywołujących w nas histerię zawartość olejków – pamiętajmy, że w kosmetyce czy kosmetologii naprawdę rzadko zdarzają się cuda naukowe, które zmieniają nasze dotychczasowe podejście do pielęgnacji cery. Glinki, algi, olejki, niskie pH, schłodzone w lodówce kosmetyki, uszkadzanie skóry, aby pobudzić wewnętrzne warstwy skóry do pracy – to wszystko już było i jest bardzo dobrze znane. Dlatego, jeżeli niebawem w przyszłości z każdej strony zacznie nas atakować trend, o którym wcześniej nie słyszałyśmy, warto pogrzebać chwilę w sieci i sprawdzić czy ten wynalazek ostatnich lat nie jest przypadkiem wynalazkiem ostatnich stuleci.

 

Karolina Frączek-Szczygielska

Kosmetolog