Miejscownik: kawiarnia Stragan (Poznań)

Pamiętam, że to był ciężki dla nas dzień i nasz pierwszy w życiu pobyt w Poznaniu. Ciężki ze względu na to, że dzień wcześniej wystawialiśmy się na targach na Mysiej 3 i w trasę wyruszaliśmy dopiero następnego dnia rano, czyli w niedzielę. Miło nam było z powodu osób, które były pod wrażeniem, że udało nam się tak dzień po dniu i przebyć tyle kilometrów. Za wszystkie słowa uznania szczerze dziękowaliśmy, jednak powiedzieliśmy sobie “nigdy więcej!”.

Gdybyśmy jeszcze zostali na noc, ale nie mogliśmy, ponieważ miałam nadzieję na rozpoczęcie zakańczania spraw związanych ze złożeniem pracy magisterskiej na jednym z uniwersytetów (od razu zaznaczę, że zmęczenie na to nie pozwoliło). W każdym bądź razie do czego zmierzam – do marzenia przez cały dzień o prawdziwej aromatycznej kawie. Ten rozbudowany wstęp miał jedynie wskazać na dramatyzm sytuacji – oto jesteśmy my, niewyspani, po długiej podróży i po kilku godzinach pracy z perspektywą równie długiej drogi powrotnej.

To czego nauczyłam się podczas wyjazdów targowych, a byliśmy już wcześniej w Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu, to proszenie mieszkańców danego miasta o polecenia. Nie tylko pozwala to, na ciekawą rozmowę, często z historią rozmaitych doświadczeń (nie tylko i wyłącznie gastronomicznych), ale i oszczędza wysiłku włożonego w poszukiwanie i rozczarowania. Także oto w Poznaniu, sympatyczna osoba, artystyczna – podobało mi się jak zaaplikowała każdy z naszych kremów na różne partie twarzy, niczym na obraz – poleciła nam kilka miejsc na kawę, a my z nich wybraliśmy jedno.

Dojazd okazał się całkiem kłopotliwy ze względu na przebudowę centrum miasta i rozmaite zakazy oraz nakazy w ruchu drogowym. Niewiele pamiętam poza żółtymi liniami na drodze oraz kamienicami, których niestety nie udało nam się lepiej poznać. Ach raz jeden jechaliśmy pod prąd torami tramwajowymi, na szczęście w porę się wycofaliśmy, wszystko to przez GPS, linie na drodze i znaki. Ostatecznie dojechaliśmy!

Nazwa: Stragan
Adres: Ratajczaka 31, 60-101 Poznań
Nasz wybór: latte i cappuccino (w końcu kawa!) i kawałek ciasta jaglanego z kremem kokosowym; wszystko na wynos
Dlaczego warto?: spędziliśmy w tym miejscu tylko tyle czasu ile potrzeba na zaparzenie kawy, chętnie posiedzielibyśmy dłużej; ładne minimalistyczne i spójne wnętrze; duże witryny; przyjemnie byłoby usiąść tam z laptopem i popracować; ciasto które zamówiliśmy pyszne, nie za słodkie, takie w sam raz i sycące (warto zaznaczyć, że porcja zaspokoiła apetyt dwóch osób) a kawa taka na jaką czekaliśmy; dobrze zapakowane na wynos, wygodnie jak na jedzenie w samochodzie 😉

PS1. Longchamp na zdjęciu z second handu, nie kupuję skórzanych rzeczy.
PS2. To mi uświadomiło, że dobrze wozić ze sobą małą łyżeczkę na takie sytuacje w ramach unikania plastiku.

____________________

Miejscownik, to miejsca, miejsca, miejsca, nie tylko kawiarnie. Jednak znając nas, przeważnie.