Mediolan

Włochy, to nasza kraina z marzeń – spodziewamy się po niej najbardziej aromatycznej kawy, najsmaczniejszej pizzy i najpiękniejszych kamienic. To nasza odskocznia, zwykle chcemy poczuć się włoscy. Nie musimy przy tym zawsze wyjeżdżać, czasami wystarczą nam lekcje włoskiego, czasami włoski design, a kiedy indziej po prostu przemycenie nieco z tamtejszego stylu życia do miejsca, gdzie akurat się znajdujemy. Poza tym, jak nie uwielbiać narodu, w którym zwykła rozmowa zasłyszana w kawiarni, pełna jest tylu gestów, że w mgnieniu oka stajemy się świadkami spektaklu.

Mediolan zdecydowaliśmy się poznawać spacerem, z przystankami na kawę, pizzę i podziwianie detali na fasadach kamienic, czyli poszukując potwierdzenia tego czego oczekiwaliśmy. Z całą pewnością udało się je znaleźć, przy czym najlepsza pizza była na stacji kolejowej Milano Centrale a kawa…właściwe gdziekolwiek się na nią zatrzymaliśmy. Czy to może urok krótkiego urlopu, czy tak jak mówiła nam niegdyś pierwsza nauczycielka włoskiego „we Włoszech nie da się źle zjeść, za duży mają tam szacunek do jedzenia”? Trzy razy, na kawę, wracaliśmy do Lavazzy w pobliżu Galleria Vittorio Emanuele II.

Ciężko jest mówić o wyciszeniu w mieście, które nie zna siesty i bezustannie tętni życiem, natomiast można się solidnie zmęczyć chodząc, skupić na słodkim bólu nóg i tym samym zaznać odpoczynku oraz żyć chwilą i satysfakcją. Jak to jest powszechnie wiadome a o czym się zapomina – to, co zazwyczaj na początku jest przyjemne później okazuje się puste, a to, co wydaje się nieprzyjemne ostatecznie daje spełnienie. Tak też się stało w naszym przypadku. Jako, że chodzenie sprzyja myśleniu kreatywnemu, również i my mieliśmy wiele przemyśleń, a piękno miasta tylko je podsycało.

Myślę, że gdyby ująć nasz wyjazd jednym zdaniem byłoby to „poznawanie miasta powierzchownie” i trzy dni to czas wystarczający, do głębin jeszcze dotrzemy.

Poniżej nasze foto pocztówki.