Z wizytą u Fenka

Uwielbiamy odwiedzać pracownię Fenka na Tamce, panuje tam artystyczny nieład a biały ceramiczny proszek pokrywa blat, półki, nieprzypadkowe przedmioty, ubrania i dłonie. Podoba nam się to, jest na drugim biegunie w stosunku do porządku, który obowiązuje nas w laboratorium. Szczególnie te ubrania i dłonie, które wskazują na artystyczny zawód.

Pamiętam taką sytuację, jak będąc w okolicy Stora spotkaliśmy Tosię i Agatkę, które wyszły z pracowni, ich ubrania pokryte białym pyłem i farbą przyciągnęły mój wzrok. Były jak uniform, tylko artysty – rzemieślnika, budzące ciekawość.

Przyszliśmy po masażery – kropleki. Zgodnie ze zwyczajem, zanim zostały znalezione wśród licznych wyrobów, mniejszych i większych „dziełek” sztuki użytkowej, zdążyliśmy obejrzeć te najnowsze, zachwycić się światłem wpadającym przez witrynę i wystrojem pracowni, gdzie wszystko odgrywa swoją rolę. Sami nie wpadlibyśmy na niektóre rozwiązania. Specyfika zawodu i potrzeb jakie ze sobą niesie.

Celowo zabraliśmy ze sobą aparat, żeby uchwycić moment odebrania kolejnej, krótkiej (pięć sztuk) partii masażerów oraz trochę pokazać o czym tutaj piszę. Zachęcamy do osobistej wizyty u Fenka.