Przewodnik po niespiesznym wąchaniu

Brytyjska sieć galerii Tate oferuje odwiedzającym ich stronę internetową, zwięzły tekst – przewodnik “A guide to slow looking” (pl. “Przewodnik po niespiesznym patrzeniu”). Jest to zachęta obfitująca w podpowiedzi i podsuwająca techniki – jak patrzeć, jak wnikliwie przyglądać się dziełu sztuki (obrazowi bądź rzeźbie), tak żeby stworzyć z nim bardziej osobistą więź. Opiera się ona na założeniu, że jeśli naprawdę chcemy poznać dany obiekt artystyczny, potrzebujemy spędzić z nim odpowiednią ilość czasu (ta rekomendowana przez Tate, to na początek 10 min). Więcej w podlinkowanym artykule.

Gdyby miał powstać podobny przewodnik dotyczący wnikliwego wąchania, na pewno inspirację dla niego stanowiłyby myśli Edmonda Roudnitski (1905 – 1996), zebrane w napisanym przez niego rozdziale “The Art of Perfumery”, książki (reprint z 1994 roku) – “Perfumes: art, science, and technology” (red. P. M. Müller i D. Lamparsky).

Roudnitska był nie tylko niesamowitym artystą, ale także – jak dowodzi wspomniany rozdział – wspaniałym teoretykiem sztuki perfumiarstwa.

Kilka tych spostrzeżeń przedstawię poniżej, starając się nie zgubić w tłumaczeniu znaczenia słów Mistrza, niemniej zdaję sobie sprawę, że czasami subtelny sens jego wywodów może mi – jako amatorce – umykać wobec jego ponad 60 letniego perfumiarskiego doświadczenia, w momencie kiedy pisał ten rozdział, i rzecz jasna niuansów językowych.

A zatem – jak wąchać perfumy, żeby była to celebracja i doświadczenie wnoszące jakość do naszego życia?

Bartosz ze swoimi kompozycjami, w naszym sklepie, sierpień 2022. fot. autorki tekstu

Nie należy sprowadzać oceny perfum jedynie do kategorii przyjemne/nieprzyjemne – hedonistycznej reakcji, ponieważ, jak uważał autor, filozofia natychmiastowej przyjemności jest zaprzeczeniem żmudnych przygotowań, intelektualnego wysiłku, ograniczeń twórczych, wszelkiego oddania, które wymaga poświęcenia.

I chociaż nawet osoba doświadczona w ich odbiorze, nie uniknie pierwszej subiektywnej reakcji emocjonalnej (połączenie węchu, a zatem i perfum, z emocjami, zasługuje na oddzielne omówienie), będzie umiała przejść nad nią do obiektywnej, technicznej oceny wartości i sposobu wykorzystania składowych kompozycji. Skupi się na walorach estetycznych formy, którą należy traktować jako całość.

Czy właśnie, jako całość, jest: niespójna czy jednorodna; nudna czy autentyczna; czy daje wrażenie harmonii (zdaniem Roudnitski, dążenie do harmonii, jest tym co łączy perfumiarstwo z tworzeniem muzyki i malarstwem); posiada charakter czy jest płaska; dynamiczna, nie będąc jednocześnie przytłaczającą; rozpoznawalna.

Poprawna interpretacja, niezależnie od zmysłu, jest kwestią praktyki, gustu, wykształcenia i doświadczenia, i dlatego też praktykant sztuki perfumiarskiej musi rozwijać swój gust w połączeniu z innymi sztukami. Podobnie będzie rozwijała się jego intuicja. Jednocześnie autor pociesza, że każdy zainteresowany własnym rozwojem w perfumiarstwie może zaangażować się w nie, z porównywalną trudnością, jak w przypadku innych sztuk. Jednak trwa to trochę dłużej ze względu na złożoność używanych materiałów i ich kombinacji.

Jeśli brakuje nam słów do opisu wrażenia węchowego, jest to naturalna sytuacja, która dotyczy także innych dziedzin sztuki. Możemy wtedy odwoływać się do słów, którymi posługujemy się w przypadku naszych pozostałych zmysłów. Możemy szukać wrażeń w innej dziedzinie, które poprzez skojarzenie utworzą nowy przekaz. Na przykład opowiadać jak o kolorach (miękkie, blade, gwałtowne, zimne, ciepłe, płaskie, neutralne, wesołe, sentymentalne, krzykliwe, mahoniowe, pomarańczowe…); możemy porównywać do tego, co znamy z natury (ziołowe, kwiatowe, drzewne, zwierzęce), z muzyki, matematyki a nawet ludzkiego głosu (który może być ciepły albo metaliczny, głęboki, grzmiący, ostry, zły, wysoki, łamiący się…).

Roudnitska przypomina również, że perfumy określamy jako lekkie, gdy są bogate w substancje lotne, które zdają się odlatywać; świeże, gdy zawierają takie składniki jak bergamotka, cytryna, czy mięta; zielone, gdy przypominają skoszony trawnik i liście gniecione w dłoniach. Ciężkie perfumy potrzebują czasu, żeby się ulotnić, ponieważ składają się z przyczepnych składników, jak wanilina, paczula, drzewo sandałowe i labdanum. Opis perfum jest dziedziną, która także wymaga praktyki.

I na koniec piękny cytat:

And we shall never have the same state of mind twice since the current minute is related to the memory of all passed minutes and since the future minute will relate to current ones, and so on. Therefore, the same stimulus cannot provoke the same sensation twice. And that is why, Madame, you will find that your perfume is not what it was yesterday. But there is nothing we can do to change that.

(I nigdy dwa razy nie będziemy mieć tego samego stanu umysłu, ponieważ bieżąca minuta jest związana z pamięcią wszystkich minionych minut, a przyszła minuta będzie się odnosić do tych bieżących i tak dalej. Dlatego ten sam bodziec nie może dwukrotnie wywołać tego samego odczucia. I dlatego, Madame, przekonasz się, że twoje perfumy nie są tym, czym były wczoraj. Ale nic nie możemy zrobić, aby to zmienić.)

/Moim najnowszym odkryciem z kompozycji Roudnitski jest Eau D’Hermes (1951) dla marki Hermes i wrażenie, jakie we mnie powoduje – coca cola z cytryną (do tego stopnia, że czuję bąbelki gazu) sączonej powolutku w duszny dzień nad hotelowym basenem. Ludzie dookoła miło spędzają czas, i to co się później okazuje – wszyscy użyli jednego rodzaju balsamu do opalania, który pokrywa skórę grubą, nieprzepuszczalną warstwą.

Dlatego, jeśli będąc w Warszawie (także w upalny dzień), chcę przenieść się myślami do kurortu nad Morzem Śródziemnym, czy Adriatykiem – odwiedzam Hermesa, żeby wynieść na blotterze Eau D’Hermes. Idąc dalej przed siebie, mijam księgarnię im. Bolesława Prusa z witryną, w której wystawione są zagraniczne książki i prasa, i udaję się do Muzeum Narodowego do Galerii Sztuki XIX Wieku. Czuję się wówczas jak turystka. Coś wspaniałego!/

Hotel Europejski, widok od strony Krakowskiego Przedmieścia, na rogu mieści się sklep marki Hermes, gdzie można poznać ich ofertę perfum. Maj 2022, fot. autorki tekstu

źródła:

  1. Link do przewodnika Tate – https://www.tate.org.uk/art/guide-slow-looking
  1. Książka z której pochodzi rozdział napisany przez Edmonda Roudnitskę: “Perfumes: art, science, and technology” pod redakcją P. M. Müllera i D. Lamparsky’ego, reprint z 1994 roku, Springer Science+Business Media, Dordrecht.
  1. Tutaj można więcej przeczytać o E.R.:

Zapowiedź: Gloria

Powoli doprowadzamy do końca trwające od kilku miesięcy prace nad naszymi 8 perfumami – Glorią. Dlatego też postanowiliśmy je zapowiedzieć.

Gloria, jak chwała i najwyższy punkt na niebie. Zapach świetlisty, wysoki, podniosły. Jak procesja o poranku, rześka, ale już złote promienie słońca zaczynają głaskać głowy uczestników i złote ramy obrazów, które niekiedy rażą zaspane jeszcze oczy. Pochód niesie białe kwiaty, świeże, wilgotne, które nie zdążyły jeszcze stać się duszące. Gdzieś na przedzie musi iść koń, ponieważ da się wyczuć animalne nuty jego zadu, a może jednak ktoś niesie jaśmin? Panuje harmonia, spokój i radość, atmosfera połączenia z wyższym bytem, uwznioślenia. 

Mamy nadzieję przedstawić Glorię pod koniec września.

Perfumy – manifest

W naszej pracy wracamy do czasów, kiedy perfumiarstwo było wyłącznie rzemiosłem. Perfumy powstawały w małych zakładach we Francji i Niemczech, z roślin uprawianych na rodzinnych farmach. Surowce, do nich, takie jak olejki eteryczne, czy absoluty pozyskiwane były przez te same rodziny, od razu po zbiorach. Do czasów, kiedy zbiory trwały 30-35 dni (Róża), a zbiór z danego roku dawał delikatnie inny materiał niż w latach poprzednich, podkreślając tym samym przemijalność natury.

W czasach, do których nawiązujemy, czymś normalnym była „delikatność” zapachu. Krótki czas trwania nie był “wadą” perfum, jedynie naturalną cechą. Perfumiarz tworzył perfumy, które nie tylko miały wpisać się w ówczesne trendy, ale także pomagać zachować zdrowie osobie noszącej je. Już na tym etapie rozwoju perfumiarstwa, zapach przebył długą drogę w dziejach ludzkości.

Pierwsze zapachy, pozyskiwane z żywic, były zarezerwowane do składania w ofierze i tylko kapłani mieli prawo je przyrządzać i spalać (ówczesne perfumy to sproszkowane żywice, które należało spalić, aby wydobyć zapach łac. per fumum – przez dym). Przepis na perfumy pojawia się również w Biblii. W starożytnym Egipcie wynalezienie alembika umożliwiło pozyskiwanie olejków eterycznych. W późniejszych średniowiecznych czasach perfumy stały się bronią przeciwko zarazom. Rozwinął się rynek skórzanych rękawiczek nasączonych olejkami z lawendy i rozmarynu, chroniących przed wirusami i bakteriami. To wtedy, powstaje woda królowej Węgier – najpierw lekarstwo i eliksir „młodości”, potem pierwsze perfumy.

W latach 1880-1890 powstały pierwsze syntetyczne molekuły – wanilina i kumaryna.

Idea

Postanowiliśmy, że nasze zapachy będą tworzone według standardów rzemiosła perfumeryjnego sprzed tego momentu. Dlatego używamy tylko naturalnych olejków eterycznych, absolutów i tynktur (które przyrządzamy sami) w najwyższym stężeniu extrait de parfum. 

Chcemy aby nasze zapachy zapadały na długo w pamięci, aby do nich wracać. Nasze perfumy na każdym będą pachnieć inaczej, są dyskretne, łączą się z naturalnym zapachem naszej skóry, nie zaburzają go, nie maskują. Czasami żeby je poczuć trzeba się nachylić, przysunąć nos do szyi lub nadgarstka. Innym razem, rozsiane przez wiatr są wyczuwalne wokół. 

Wytwarzane w małych partiach, są sezonowe, przez co, są również zmienne, uzależnione od zbiorów roślin, wykorzystanych w danej kompozycji.

Dla tych, dla których jest to pierwsza styczność z naszymi perfumami, zalecamy rozpoczęcie swojej przygody od próbek.

Lektura: artykuł „On The Nose. How To Make Sense Of Scents”

Link do artykułu: https://www.newyorker.com/magazine/2021/02/01/how-to-make-sense-of-scents

Na początku 2021 roku, na łamach The New Yorker’a, ukazał się artykuł autorstwa Rachel Syme, w którym stawia tezę, że nasze doświadczenie olfaktorycznego świata, może być o wiele bardziej prywatne, niż nam się wydaje, ze względu na to, że jest kształtowane przez indywidualną właściwość naszej pamięci.

„Shaped by the idiosyncrasies of memory, our experience of the olfactory world may be more private than we think.”

Autorka wraca wspomnieniami do swoich doświadczeń związanych z perfumami – tymi, które jako dziewczynka podbierała mamie, następnie, które jako nastolatka kupowała ze swoich zarobków, jako niania, pamięta kolekcjonowanie próbek perfum i regularne rozlewanie się tuberozy z fiolki noszonej w kieszeni płaszcza.

Lata zainteresowania tematem pozwoliły Rachel nabyć słownictwo do opisywania „zapachowych krajobrazów”. Wydawało jej się, że wie, że uwielbia zapach fiołków – ich „kredowe, czekoladowe odcienie”, jednak w momencie, gdy siedzi przy klawiaturze, aby spisać swoje doświadczenia, pojawiają się wątpliwości – „Czy było to bardziej jak talk i miód lipowy? Czy jak głowa lalki Barbie skropiona lemoniadą?”.

Zauważa, że rozmowy o zapachach mogą przypominać rozmowy o snach – „często żmudne, rzadko satysfakcjonujące”. Przywołuje sytuacje znane z forów o perfumach, gdzie dla jednej osoby ta sama kompozycja będzie jak „taniec wróżek w głębi lasu, gdzie wszystko kręci się wokół światła i cienia”, podczas gdy inna stwierdzi „mój 5-letni syn powiedział, że perfumy pachną obrzydliwie >jak coś martwego<„.

Autorka dochodzi do wniosku, że zapach rzuca wyzwanie naszym zdolnościom do wyrażania, w sposób, w jaki nie robią tego inne zmysły. W dalszych akapitach Rachel zastanawia się czy w rozmowach o zapachu język nauki okazuje się pomocny? („Gdybyśmy wszyscy wiedzieli o indolach, cuchnących naturalnych składnikach, znajdujących się zarówno w kwiatach jaśminu i w ludzkich ekskrementach, (…) czy wtedy moglibyśmy lepiej zrozumieć naszą współdzieloną przestrzeń powietrzną?”)

Dalej przytacza odkrycia i twórczość Harolda McGee, amerykańskiego pisarza, który, jak pisze Rachel, zaczynał od rozbierania gastronomicznych zapachów, ale wkrótce wyszedł poza kuchnię, aby dokumentować zapachy asteroidów, asfaltu, moczu, mokrej ziemi… I który w 2020 roku, w rezultacie 10-letniej pracy nad nazwaniem i skategoryzowaniem, każdego zauważalnego zapachu na ziemi, wydał książkę „Nose Dive: A Field Guide to the World’s Smells”. (Zdecydowanie planujemy po nią sięgnąć.)

Co więcej, porusza takie wątki jak powiązanie zapachu z biznesem; wpływ na historię perfumiarstwa garbarzy skór, sprzedawców ryb, krojczych a także jednej z największych epidemii w dziejach ludzkości w XIV-wiecznej Europie; opisuje z czego składa się zapach po deszczu i wiele więcej, jednak, żeby nie zdradzić wszystkiego poprzestaniemy na tych informacjach i polecimy zajrzenie do tego artykułu, pełnego czułości i uważności dla zmysłu węchu, wszystkim zainteresowanym tematem.